http://www.umweltbundesamt.de/chemikalien/publikationen/stellungnahme_fracking.pdf GANDHARWA

wtorek, 1 styczeń 2008

Historia Hotzenplotz

Szukając prezentu dla Azji (Asya) przypomniałem sobie o Zbóju Hotzenplotz, niemieckim odpowiedniku czeskiego Rumcajsa, znanego przecież każdemu dziecku. Postać ta została wymyślona w latach 60-tych przez niemieckiego pisarza Otfrieda Preußlera, którego kolejne książki o zbóju Hotzenplotz zdobyły milionowe nakłady.



Oglądając stronę reklamową filmu DVD przypomniałem sobie o pochodzeniu tej nazwy, w niemieckiej wikipedii znalazłem zdumiewająco obszerną historię tego miasteczka leżącego dziś na czeskim Śląsku, który niby klinem bija się w tereny Opolszczyzny, gdzieś mniej więcej między Prudnikiem, Głogówkiem, Karniowem i Opawą.

Kiedyś jadąc przez płaskowyże ziemi głubczyckiej opisywałem pobieżnie ten teren i historie zeń skrywającą. Są mi to tereny bardzo bliskie, moja babcia żyje w pierwszej miejscowości po polskiej stronie, przedzierając się jako dziecko przez bujne pola kukurydzy, pszenżyta i sadów papierówek spoglądałem na to miejsce nawet nie wiedząc, jak się nazywa. Od kilku dni granica nie dzieli, Hotzenplotz , czyli Osoblaha stała się ponownie częścią całego Śląska, a przez to bliższa.

Dziś, korzystając z niezapowiedziane spokojnego sylwestra i oczekując na chwilę wyruszenia na Pfaffenstein, chciałbym przetłumaczyć historie miasteczka Hotzenplotz z niemieckiej wikipedii w całości. To taka historia śląskiej ziemi w pigułce. Słodko-gorzki smak mojej ojczyzny?

pełny tekst tłumaczenia historii Hotzenplotz jest TUTAJ

zdjęcia z płaskowyżu można sobie przypomnieć klikajac TUTAJ

niedziela, 30 grudzień 2007

2007

Kdo hledá, bývá očekáván. Kdo čeká, je jen nalezen



Na střeše leží světla cár,
to svítí měsíc opozdilý,
když jdu tu já, a kroků pár
spíš ty, pro kterou srdce šílí.
Utkána z modrošedých par
je půlnoc, když se k jaru chýlí.

[Jaroslav Seifert]

Zdjęcia z collage'u można obejrzeć TUTAJ
Wszystkim zaś życzę spełnienia noworocznych postanowień
[T]

czwartek, 24 maj 2007

Veni, Veni, Venias...

[topic 7470646 gg | 2007-05-24]

..patrzę na wschód, widzę jaśniejący żarem namiętności świt..




[...]
Veni, veni, venias..
[...]
Pulchra tibi facies,
oculorum acies,
capillorum series,
a quam clara species!
[...]
Dulcissime! Ah!
Totam tibi subdo me?
[...]

piątek, 4 maj 2007

Starówka

Cotta i Posta, nazwy które nawet mieszkańcom Drezna niewiele lub nic nie mówią, kryją jednak źródło piękna, które przyciąga turystów z całego świata.



Wiele miejsc jest nierozerwalnie zwiazanych z budulcem, którego dostępność i umiejetność obróbki stanowiło bogactwo regionu. To nieprawda, że nieważne jest z czego, ale co budowano! Być może gdyby w Normandii nie było kredowego wapienia, łatwego w ciosaniu bloków, nigdy nie powtałyby pierwsze gotyckie katedry, bez ladinskiego wulkanicznego tufu bazylika sw. Piotra w Rzymie nie byłaby tak ogromna....również i bez dostepności piaskowców saksońskich nie byłoby Zwingera, Tarasow Bruelha czy "Kamiennego Dzwonu" w Dreźnie.
Jednak skała skale nierówna..oto piaskowiec z kamieniołomu w Posta jest wyjątkowy na rzeźby..daje sie równo obrabiać i nie wykrusza się wewnatrz, co jest przekleństwem piaskowca. Za to piaskowiec z kamieniołomów w Cotta są idealne na bloki kamienne, wolno czernieją i nie ma chyba budowki w tym mieście, która nie miałaby chociaż obramowania okiennego z tego miejsca.

Dodajmy jeszcze marmury z Malxen, wylożone wewnatrz pałacy i lokalne złoże kaolinu, by mieć pełny obraz surowca, które zamieniono w sztukę...

Zdjęcia z drezdeńskiej starówki można obejrzeć TUTAJ

Göltschtalbrücke

Mała wyprawa trzeciomajowa na najwyższy most kolejowy świata, a zarazem największy ceglany na świecie. Każdy, kto był na Suwalszczyźnie i pasjonował się ogromem nieczynnego mostu w Stańczykach niech sobie wyobrazi budowlę prawie trzy razy wyższą i 4 razy dłuższą.



Most Göltschtalbrücke leży ok 115 km na południowy zachód od Drezna, między Zwickau a Plauen...a dokładniej między miasteczkami Mylau i Netzschkau...wysoki na 78m , długi na 574m , w kształcie olbrzymiego rzymskiego akweduktu, zbudowany z 26 milionów cegieł w połowie XIX wieku przez 1700 pracowników, z których 1300 odniosło obrażenia, a 31 zginęło podczas budowy.

Ciekawy jest czas budowy tego mostu...gdyż w 1837 roku otworzono dopiero co pierwszą linię kolejową w Europie (kontynentalnej) z Drezna do Lipska (w 1843 pierwszą na ziemiach polskich z Opola do Wrocławia) a już w 1846 zaczęto wznosić tak gigantyczną budowlę dla przyszłej linii kolejowej...Brzmi to trochę kosmicznie jak się przypomni ile np. buduje się autostradę A4 z Krakowa do Tarnowa ( planują od 1992 a skończą na Euro 2012....uff)

Zdjęcia mostu można zobaczyć klikając TUTAJ

niedziela, 22 kwiecień 2007

Zdzieszowice

A raczej kilka nocnych zdjęć z Góry Swiętej Anny zrobione we wszystkich kierunkach..



W rocznice śmierci JP2 jakoś mnie zebrało na odwiedzenie miejsca jedynej jego pielgrzymki na Sląsk Opolski w roku 1983. Zachował się ołtarz polowy, niezmienny został piękny, industrialny widok na opolski "ekologiczny trójkąt bermudzki" który wyznaczają Zakłady Koksochemiczne w Zdzieszowicach, Cementowania w Strzelcach Opolskich i Zaklady Azotowe oraz ciężka synteza organiczna Blachownia w Kędzierzynie-Koźlu.

Zdjęcia są TUTAJ

środa, 4 kwiecień 2007

Wisełka

Wisełka to nie mała Wisła, ta miejscowość nie leży ani w górach, ani nawet nad Wisłą.




Gdyby tak było to nie musiałbym z Drezna tak daleko jechać, by spędzić tam 24 godziny.
Opłaciło się? Dzieki niemieckim autostradom podróż nie była długa czy uciażliwa...a widoki?

Proszę bardzo...TUTAJ

sobota, 31 marzec 2007

Lipno

Oto fotograficzne wyniki krótkiego spacerku po Puszczy Niemodlińskiej, kompleksu leśnego stanawiącego pozostałość po nieprzebytych kniejach "przesieki śląskiej", która była naturalną granicą między Dolnym a Górnym Sląskiem..



Nie tak dawno, bo miesiąc temu przemierzyłem cały kraj by po raz pierwszy zobaczyć tą słynną ojczyznę żubra - Puszczę Białowieską. Warto było na własne oczy zobaczyć ostatnie naturalne lasy Europy, ogromne dęby, porozmawiać z przyrodnikami i leśnikami, warto było przeżyć egzotyczne jak śląskie warunki mrozy. Abstrachując jednak od wartości naukowej Białowieży, nie trzeba wcale przemierzać setek kilometrów masochistycznych polskich dróg by wejść do serca dzikiego lasu z równie piekną historią. Bogate siedliska puszczańskie wokół Niemodlina stały się nowym domem dla roślin amerykańskich i dalekowschodnich a sztuczne stawy rajem dla przelotnego ptactwa. Cóż...śląska ziemia była zawsze innowacyjna :-))

Proszę samemu porównać, czy mało znana Puszcza Niemodlińska nie jest krajobrazowo mniej wspaniała od legendarnej Puszczy Białowieskiej?

Zdjęcia Puszczy Niemodlińskiej
z dnia 31.03.2007 można obejrzeć TUTAJ
Zdjęcia Puszczy Białowieskiej są w fotoblogu "Nord-East"
Zdjęcia Puszczy Niemodlińskiej
z dnia 25.04.2007 można obejrzeć TUTAJ

poniedziałek, 26 marzec 2007

Hradec nad Morawicą

Zawsze ciągneło mnie w okolice Opawy, do Stemplowca, Karniowa,zamku w Raduniu ale i do samego miasta,
bedącym dla mnie przyjemnym miejscem i wzorem do naśladowania dla rodzinnego Opola. A jest czego się uczyć
gdyż w jaki sposób niespełna 65-cio tysięczne powiatowe miasto może zaoferować przynajmniej tyle samo
atrakcji do dwukrotnie większe, wojewódzkie Opole i to mimo bezpośredniej bliskości (33km) aglomeracji Ostrawskiej?



W Opawie jest siedzibą Uniwersytetu Sląskiego (Slezky Univerzita), Sląskiego Muzeum Krajowego, ma galerie handlowa "Silesia"
z hipermarketem Tesco i dwa markety budowlane. Centrum miasta, mimo rozwiniętego przemysłu, jest zdominowane przez starówke z dwoma rynkami
i pięknie odnowionymi kamienicami secesyjnymi i barokowymi. Miasto tętni życiem, dobrze utrzymane drogi promieniście rozchodzą się w każnym
kierunku oprócz północnego (Polski); są dwa dalekobieżne dworce kolejowe i nowoczesna komunikacja trolejbusowa i autobusowa. Liczne piwiarnie
i restauracje.

Czy tak wygląda "dziura bez przyszłości", jak wiele osób opisuje w Polsce swoje 100-, 200- lub nawet 300-tysięczne miasta? Czy tylko pólmilionowe
metropolie mają potrzebną "mase krytyczną", która pozwala na rozwój i dobre samopoczucie mieszkańców???

...

Rozpędziłem się a ja tutaj miałem o Hradcu coś napisać...przemysłowa wieś ta o charakerze małego miasteczka leży 8 km na poludnie od Opawy, w miejscu,
gdzie śląskie równicy gwałtownym, stromym progiem przechodzą w sudeckie Góry Odrzańskie. Na stromym wzniesieniu, które niby ostry język wcina się miedzy
doliny rzek Morawicy i Hradecznej wznosi się kompleks trzech zamków, które stanowiły siedzibę możnego rodu Lichnovskych. Patrząc od dołu kompleks składa
się z neogotyckiego, ceglanego Zamku Czerwonegoz roku 1890, barokowo-klasycznego Zamku Białego z roku 1794 i wolnostojacej renesansowej mieszkalnej
Białej Wieży z roku 1581. Za zamkami duży park krajobrazowy, który naturalnie lączy się z lasem. Lichnovscy byli wielkimi miłośnikami muzyki,
swego czasu wielokrotnie gościli w swoich progach Beethovena, Paganiniego i Liszta.

Okazją do wycieczki w to miejsce były moje urodzinki. Jak ktoś złośliwy zauważył (a ja mam słabość do takich ludzi) jestem już starszy od Chrystusa,
trzeba było więc godnie to uczcić, przy okazji wykorzystując łaskawość i łagodność pogody. Rok wcześniej aura była o wiele mniej łaskawa...

Zapraszam na obejrzenie galerii zdjęć:

Wyprawa urodzinowa 2007 do Hradca -- TUTAJ
Wyprawa urodzinowa 2006 na Hyrlata -- TUTAJ
Dwa zamówione zdjęcia, do odbioru -- TUTAJ

poniedziałek, 19 marzec 2007

Elbhänge

czyli stoki nadłabskie, zamykają doline rzeki Łaby stromym, 200-metrowym uskokiem od północy, tworząc w ten sposób kotline, którą w całości zajęło Drezno.



Jadąc w ten teren trzeba się zdecydować, czy chce się jechać wzdłuż uskoku nad samym brzegiem Łaby czy po wysoczyźnie nad nim; dróg w poprzek jest bardzo niewiele i są one jak na te okolicę niesłychanie strome. Często zamiast dróg prowadzą w dół jedynie efektowne, długie schody lub trasy kolejki zębatej lub podwieszanej. Stoki te porasta piękny bukowy las lub są zamienione na winnice. Wina saksońskie są z uwagi na niewielki areał winnic ( 300ha ) i duży, regionalnie-patriotyczny rynek zbytu w samym Dreźnie dosyć drogie - za butelkę dobrego silvanera trzeba wydać tyle, ile za 2-3 butelki dobrych mozelskich rieslingow! Najciekawsze widokowo tereny znajdują się od Radebeul ( winnice, schody "Spitzhaustreppe", Hoflössnitz ) poprzez Loschwitz ( most Blaues Wunder, najstarsze na świecie kolejki podwieszane i zębate ) przez Wachwitz aż do Pillnitz, gdzie elektorzy sascy założyli pałac w stylu chinskim i park z dalekowschodnimi endemitami.

Zdjęcia można obejrzeć TUTAJ

wtorek, 6 marzec 2007

"Przystanek" czyli jak kocham własne Opole

Ja tu się włócze po zmrożonych puszczach a tymczasem GW wystartowała z arcyciekawą akcją "Przystanek Miasto" w którym równolegle we wszystkich wydaniach regionalnych GW, w tym i w opolskim, dyskutuje się na temat przyszłosci swojego miasta i perspektyw rozwoju jej mieszkańców. Każdy ma swoje Opole, które kocha, ja również, warto więc jak swemu lubemu powiedzieć kilka krytycznych słów, licząc na poprawe..



Opole leży mi na sercu, napisałem więc w przypływie regionalnego patriotyzmu pokaźny elaborat na ten temat, jak ktoś ma czas i ochotę to zapraszam TUTAJ.

Jednak wrócę w tym miejscu do zarzuconego w zeszłym roku tematu nowych, atrakcyjnych dróg w komunikacji publicznej, gdyż jeden z głównych grzechów mniejszych miast w Polsce jest brak odwagi w planowaniu, brak pewnej "brawury" inwestycyjnej, która sprawiłaby, że opolanie, lublinianie czy rzeszowianie byliby ze swoich miast dumni.
Wielkie miasta mają swoje atrakcje, które mają racje bytu jedynie w miastach tej wielkosci, jak organizacja igrzysk olimpijskich lub Expo, przedstawienia typu "open air" czy musicale, galaktyczne galerie handlowe czy wieżowce central bankowych drapiące brzuchy chmur. Nie ma sensu oczekiwać, by Opole podjęło wyścig z Warszawą na wieżowce lub starało się z ramienia Polski o status "Kulturalnej Stolicy Europy". Wielkie miasta mają też swoje problemy, takie jak czas tracony na staniu w korkach i dojazdach, nieciekawe, rozległe śródmieścia, poczucie wyobcowania, większe zagrożenie własnego bezpieczeństwa, słabsza skuteczność policji oraz horrendalna drożyzna w nieruchomościach. Ostatnio rozmawiałem z pewną miła warszawianką ( pozdrawiam Cię, I. ! ) która skarżyła się, że mając 700 tys. PLN w kieszenii nie jest w stanie znaleźć porzadnego mieszkania o powierzchni ok. 70m? w Warszawie!!! Paranoja...
W Opolu aktualnie wznosi się najbardziej luksusowy apartamentowiec w śródmieściu o standarcie ( garaż podziemny, monitoring, balkon na podwórze, ochroniarz przed budynkiem i "hausmeister" wewnątrz za 3,8-4,3 tys. PLN za m?.
Małe miasta są bezpieczniejsze, przyjemniejsze w życiu, szybciej można z niego wyjechać "na zieloną trawkę" no i biorąc niższe koszty życia wcale nie ma się mniej pieniędzy w kieszeni niż mieszkańcy metropolii.

Za to brak pewnych symboli, wyróżników które będą rozpoznawalnym znakiem miasta na zewnątrz i mam na myśli nie zabytki kultury czy porywającą historie, choć i to jest czynnikiem integrującym, ale właśnie najnowsze osiągniecia architektury, "live style" czy przedsiębiorczości. Podam kilka przykładów

W Pradze postawiono słynny "Dancing Building" budynek ledwie siedmiopiętrowy a jednak podziwiany na tyle, że stał się jedną z wizytówek miasta słynącego z bardzo wielu zabytków. Taki budynek mógłby stanąć w każdym średnim polskim mieście.

W Bremie w roku 1990 otwarto Lloyd Passage, pierwszą zadaszoną szklanym baldachimem ulicę w Niemczech. Koszt budowy 250m długiej trasy wyniósł ok 5 mln EUR. W Opolu taka długość starczyłaby od dworca PKP az do skrzyżowania Krakowskiej z Kościuszki.

W malutkim Bad Schandau prywatna firma z Bad Sulza wybudowała ogromny aquapark "Toscana Bad" gdzie oprócz krytych basenów z jacuzzi są baseny z podgrzewaną wodą na zewnątrz, basen nasycony roztworem soli z podwodnymi głośnikami i laserami na suficie oraz "kraina saun" na 350 metrach powierzchni. Skoro takie małe miasteczko potrafiło ściągnąć takiego inwestora, któremu się opłaca, dlaczego w Opolu ma to być niemożliwe?

Metro w Opolu? Utopia? Być może gdyby chciano kopać głebokie, "pełne" metro pod ziemią jak w Warszawie. Jednak można półtorejkilometrowy odcinek od ronda przez ul.Książąt Opolskich, Rynek, ul.Krakowską aż do dw. PKP poprowadzić tuż pod płytą deptaka, kilka metrów pod ziemią. Takie "parametro" istnieje w Stuttgarcie.

Tramwaje czy trolejbusy moga zresztą jeździć i po powierzchni przez deptak i nie jest to system komunikacyjny przesadnie drogi, jeżeli jest nowoczesny. Przy okazji może być to system wyjątkowy i wizualnie atrakcyjny, stając się wizytówką miasta i symbolem nowoczesności. Autobusami nikomu się nie zaimponuje. Ale hybrydą tramwajowo-busową lub trolejbusowo-kołową? Systemy takie istnieją we francuskich miastach Caen i Nancy, które mają porównywalną liczbę mieszkańców co Opole. Pojazdy te w ścisłym centrum prowadzone są szynowo, na przedmieściach zaś, gdzie nie opłaca się inwestować milionów w budowę i utrzymanie torowisk, jeżdzą one jak zwykłe autobusy lub trolejbusy.
Niemożliwe? Zapraszam TUTAJ

środa, 28 luty 2007

Nord-East

Styczeń, luty mija...a zimy na Sląsku i w Saksonii jak nie było tak nie ma. Na mapach meteo za to aż ciemnogranatowo od zaznaczonych stref mrozów w północno-wschodniej Polsce. Skoro góra nie chce przyjść do mnie, to może ja podejdę do niej?



Skutkiem tego przemyślenia oraz jeszcze innych spontanicznych decyzji nakreśliłem taką trase ( postoje dużymi literami ):

DREZNO - Frankfurt n/Odrą - Kostrzyn n/Odrą
SŁONSK ( Park Narodowy Ujścia Warty ) - Gorzów Wlkp - Jastrowie - Chojnice
CHMIELEWO ( Kaszubski Park Krajobrazowy ) - Gdynia - Puck
HEL - przylądek Rozewie - Miłomłyn - Mława - Ciechanów
ROZAN ( Narew ) - Ostrów Maz.
BIAŁYSTOK - Hajnówka
BIAŁOWIEZA ( Białowieski Park Narodowy ) - Wysokie Maz. - Zambrów
WARSZAWA - Częstochowa - OPOLE

w sumie 2397 km w 5 dni

Nigdy nie byłem ani na Kaszubach ani w Puszczy Białowieskiej, dlatego chciałem bardzo zobaczyć charakterystyczne zakątki Polski.
Innym celem było wyjść naprzeciw przyrodzie oraz zimowym żywiołom co mi się w pełni udało. Dodatkowym celem było uwiecznienie moich i mojego samochodu zmagań z lodem, mrozem i śniegiem za pomocą cyfrówki, czy mi się udało? Oceńcie proszę sami.

Wersja skrócona ( "the best of") jest do zobaczenia TUTAJ
Jak komuś jeszcze mało to zapraszam do wersji pełnej TUTAJ
Widoczki cywilizacyjne zza Narwi sa w specjalnym katalogu "algida" ...TUTAJ

poniedziałek, 19 luty 2007

Hotzenplotz´s Heimat

Wiem, że nie każdy rozumie język Goethego, spieszę więc z wyjaśnieniem.
Swiat bajek i baśni jest bardzo międzynarodowy. Oglądając historię w TV, słysząc jak bohaterowie mówią po polsku zapomina się szybko ze Rumcajs żył w Czechach, Janosik bił węgierskich hajduków na Słowacji, dolina Muminków leżała w Szwecji a wilk gonił zająca po "sowietskom sajuzie".
Podobnie jest ze zbójem Hotzenplotzem



W Polsce nie, ale w Niemczech każde dziecko wie o kogo chodzi. Zbój Hotzenplotz, żyjący przed I Wojną Swiatową, który ukradł młynek do kawy...Jednak nawet w Niemczech mało kto wie, że Hotzenplotz żył i kradł u nas na Sląsku, na dzisiejszym polsko-czeskim pograniczu.
Malutkie miasteczko Osoblaha ( Osobłoga )położone po czeskiej stronie nad rzeką Osobłoga nazywane było przez niemieckich mieszkańców tych ziem Hotzenplotz. Na północ od niego leży rozległy płaskowyż, teren wybitnie rolniczy, w krajoobrazie którego dominuja niekończące się aleje topolowe, szerokie pola, nagie wzgórza i wioski we wklęsłościach terenu, o zwartej zabudowie i ciekawej historii.

Zapraszam na małą przejażdżkę...zdjęcia można obejrzeć TUTAJ

wtorek, 30 styczeń 2007

Nocna wizyta zimy

Witam serdecznie Państwa a dla mlodzieży: "ello ziomal"



Poniżej kilka fotek nocnych zrobionych w dniach 27-29 stycznia 2007 roku.
Pierwsze zdjęcia są ze schodów prowadzących do winnicy królewskiej "Hoflössnitz" w Radebeul pod Dreznem. Niestety padła mi bateria także wspaniałą panorame Drezna ze szczytu winnicy można sobie jedynie wyobrazić. Na wzniesienie prowadzi 394 stopni schodów "Spitzhaustreppe" pokonując w ten sposób 220 metrów deniwelacji.

Kolejne zdjęcia to już z 9-cio godzinnej odyseji Opole-Drezno, którą pokonywałem równo ze śnieżycą, przypadkowo też ciągnącą z zachodu na wschód. Stojące w poprzek drogi TIR-y dały mi możliwość częstych odpoczynków i fotografowania :-)

Ostatnie zdjęcia sa z nocnej wizyty na zamku w Mosznej koło Opola...zwanym opolskim Disneylandem..

Zdjęcia można obejrzeć TUTAJ

wtorek, 12 grudzień 2006

Zülz

Miasteczko Biała ( niem. Zülz )na Górnym Sląsku słynie z pięknego i bardzo starego cmentarza żydowskiego, który dzieli tzw. Zydowską Górkę z wczesnośredniowiecznym grodziskiem (Bela) oraz dorodnym grądem porastającym całe wzgórze. Mało kto wie, jak wyjątkową historie ma ten kirkut, ale po koleji....



Tak samo jak historia Sląska różna jest od historii Polski, tak samo los Zydow w Polsce odmienny jest od dziejów Zydow śląskich. Na terenach niemieckojęzycznych, a takim w poźnym średniowieczu było przedpole sudeckie, stosunek do ludności hebrajskiej był niechętny do wrogiego. Przy każdej nadarzającej się okazji wypędzano ich z określonych miejscowości lub wprowadzano prawo zakazujące im w nich się osiedlania. Na całym Sląsku tylko Głogów oraz Biała były jedynymi miastami w których nigdy nie wypędzono Zydów. W 1582 roku cesarz Austrii wydał dekret, który zabraniał osiedlania się i przebywania na Sląsku ludności niechrześcijańskiej. Około roku 1600 na całym Sląsku mieszkało 120 rodzin żydowskich, bez wyjątku w Głogowie lub Białej. Szczególna rola Białej wiąże się z dawnymi dziedzicami tych ziem i właścicielami miasta, hrabiami von Proskau (Prószkowscy), którzy cieszyli się estymą cesarza na tyle, że ten wydał dekret chroniący Zydów na posiadłościach rodu.

Wtedy też założono cmentarz żydowski w Białej. Najstarsza odnaleziona macewa datowana jest na rok 1622, najwięcej nagrobków jest z drugiej połowy XVIII wieku i pierwszej połowy XIX, kiedy miasto otrzymało przywilej handlu z Polską, Austrią i Prusami, co zrównywało hebrajskich mieszkańców Białej z kupcami pruskimi. W następnych latach władze pruskie dekretem emancypacyjnym zezwoliły na osiedlanie się Zydów we Wrocławiu i dużych przemysłowych miastach górnośląskich, co spowodowało odpływ ludności żydowskiej z Białej...aż do zaniknięcia gminy żydowskiej w roku 1914. Jednak Zydzi wrocławscy pochodzący z Białej nadal należeli do bialskiej gminy wyznaniowej, przez co przez dlugi czas byli chowani nie na cmentarzu wrocławskim...ale wlaśnie własnym, bialskim, polożonym 100 km od Wrocławia. Stąd duża ilość bardzo bogatych, zdobionych nagrobków, wskazujących na wysoką pozycję społeczna spoczywających...zbyt wysoką jak na małe, rolnicze, podsudeckie miasteczko.

Ciekawostką jest fakt, ze z Głogówka i Białej wywodzą się żydowscy przodkowie J.Kerrego, demokratycznego kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Ciekawostką jest też fakt, że w niemieckiej wersji Wikipedii historia Zydów bialskich opisana jest bardzo dokładnie...za to w wersji polskiej nie ma o niej ani slowa...

Zdjecia z cmentarza z Białej...oraz z torfowiska wysokiego w Rejviz w Hrubym Jeseniku można obejrzec TUTAJ

czwartek, 7 grudzień 2006

sister

Obiecane, popędzane, przypominane zdjęcia Szarotki - siostrzyczki mojego Beskidka.



Szarotka żyje sobie szczęśliwie w Zyradowie pod Warszawą pod czujnym okiem Edyty i jej rodziców. Edi bardzo przejęła się odpowiedzialną rolą bycia panią życia i śmierci Szarotki i udało jej się wyczarować, że z najmniejszego kociaka miotu wyrosła duża, piękna kocica, która wzrostem i wigorem nie ustępuje mojemu Beskidkowi. Mój jednak odebrał staranniejsze wychowanie...on przecież był już w swym krótkim życiu 5 krajach UE na wojażach i jadl z niejednej miski..

Więcej zdjęć Szarotki można zobaczyć TUTAJ.

niedziela, 3 grudzień 2006

Borat

nie tak dawno byłem na filmie "Borat" który bije wszelkie rekordy popularności, szczególnie za oceanem. Film opowiadając niby o perypetiach kazachskiego korespondenta, robiącego wywiad w stanach, w rzeczywistości jest paszkwilem na amerykanska ksenofobię i egocentryzm, ledwo skrywaną pod maską politycznej poprawności.



Film strasznie oburzył samych Kazachow, którzy poczuli się dotknięci tym, w jaki sposób zostali przedstawieni jako naród. Fakt, ze przy takich insynuacjach jak w tym filmie, gdzie każdy Kazach płci męskiej to gwalciciel, homofob i antysemita żarty typu "polish joke" są naprawdę polonofilskie, tym bardziej, że tytułowy Borat jedynymi słowami, których nie wypowiada po angielsku są polskie "jak-szę-maś" i "dżemdobry", jego rodzinne miasteczko leży w Rumunii, a samochód, którym zaprzężonego w konia opuszczał miejscowość w drodze do ameryki była...stara Dacia.

Sam Kazachstan staje się dzięki wpływom ze sprzedaży ropy naftowej i gazu coraz bogatszym i nowocześniejszym krajem, którego stolica Astana niedługo może dogonić Kuwejt-City czy Dubai w śmiałości i rozmachu architektury. Może dlatego producenci nie kręcili plenerów a samym Kazachstanie ale tam gdzie nędzy i tępoty ludzkiej nie zbywa - w rozszerzonej UNII EUROPEJSKIEJ :-)

Kilka zdjęć z Astany można obejrzeć klikając TU

niedziela, 26 listopad 2006

Fiat voluntas Tua!

Można się uśmiać czytając w spiegel.de bardzo ciekawy artykuł o fali angielskojęzycznych sloganów reklamowych zalewających Niemcy. Badania wykazały, że wiekszość odbiorców, konsumentów do których przecież kierowane są "kul-inglisz" przesłania, ich nie rozumie w ogóle lub po części.



Najwięcej nieporozumień budzi reklama firmy Jaguar "Life by Gorgeous" przez niektórych jest rozumiana jako "Leben in Georgien"....czyli "życie w Gruzji" ?

Niekiedy też sami zleceniodawcy dobierają złe slowa dla swoich produktów. Przykładowo jedna z firm produkujących sprzęt turystyczny reklamuje plecaki jako "Body Bags", zapominając, że w angielskim to zwyczajowa nazwa na ....worki na trupy.

Może już niekiedy lepiej sięgać po inne języki jak to czyni Renault (Createur d´Automobile), jednak nie należy przesadzać, bo wyobraźmy sobie sytuację, gdyby taki DELL chciał wykorzystać ten slogan i reklamował się jako "Createur d´Ordinateur"...myśle że wielu patrzących na billboardy miałoby białe ordynatorskie kitle przed oczyma..:-)

Kilka przykładowych reklam z dwuznacznie rozumianymi sloganami można zobaczyć klikając TUTAJ

piątek, 24 listopad 2006

trzy PO trzy

Mała replika, która powstała po przeczytaniu bloga publicysty Rafała Ziemkiewicza na temat katastrofy w kopalni "Halemba" w Rudzie Sląskiej.



Samą tragedią oraz szumem medialnym jaki powstał w jej wyniku zajmować się nie będę, skupię się jedynie na technicznych niedorzecznościach, jakie autor bloga snuje w kwestii wydobycia węgla kamiennego.

Nie wiem dla przykładu, skąd autor ma pewność, że 1000 metrów pod ziemią metan "być musi" a na wyższych poziomach już niekoniecznie. Metan jest gazem lżejszym od powietrza, nie dyfuzuje więc w głąb szybów górniczych, występuje zaś jako "gaz górniczy" we wszystkich pokładach węgla z nim wymieszany. Wydobycie na niższym poziomie jest niebezpieczniejsze raczej przez występowanie wyższej temperatury i groźby zalania chodników. Sam metan musi zostać odpompowany na powierzchnie, inaczej w stężeniu między 4 a 15% z powietrzem może dojść do samoczynnej eksplozji, jak to miało miejsce w "Halembie".
Bez sensu też uważam porównywanie podziemnych złóż węgla kamiennego do odkrywkowych kopalni w RPA, gdyż swiatowe złoża tego surowca występują przede wszystkim głeboko pod ziemią jak u nas w Polsce. Można oczywiście węgiel importować, z tym że wcale nie musi być lepszy i bezpieczniej wydobywany niż u nas, bo jak się zezwoli na import węgla z RPA to równie dobrze może to być węgiel z Dombasu lub Rostowa nad Donem, gdzie ludzie giną w ?szachtach? jak muchy. Przecież cena decyduje. W dodatku wzrost cen ropy i gazu w ostatnim roku spowodował, że i cena węgla wzrosła, a takie szybko rozwijające się kraje jak Chiny jeszcze podnoszą popyt na ten surowiec energetyczny dla swych hut i elektrowni. Nawet nasze, w małym stopniu zrestrukturyzowane społki węglowe osiągneły w tym roku zyski!

Byłoby naprawde ciekawe, by z powodu jednej tragedii pozbawić tysięcy ludzi w Polsce pracy, jeszcze bardziej pogrążyć Górny Sląsk w maraźmie, drastycznie zmiejszyć samowystarczalność energetyczną kraju i dodatkowo pogorszyć bilans płatniczy poprzez wymuszony zakup coraz droższego węgla na rynkach światowych. Brawo Panie Rafale! No ale czego mogłem się spodziewać po osobie, która w październikowym "Newsweeku" ( Smiech Ziemi, nr 40/2006 z 08.10.2006 ) twierdziła, że aluminium i żelaza nie należy odzyskiwać, gdyż "mamy go pod dostatkiem" w ziemi a na wysypiska śmieci można zaadoptować "puste wyrobiska po rozmaitych kopalniach" ?

Cenię pana za ostre pióro komentatora politycznego ale w sprawach gospodarczych spokojnie może pan zalożyć biało-czerwony krawat w skośne pasy i zostać ekspertem Samoobrony. Jako minister środowiska lub gospodarki zrobiłby pan furorę, nawet Andrzej Lepper pozostałby w cieniu....

Dla tych, którzy doczytali te nudy do końca mały deser: trzy zdjęcia Beskidka ( i trzy moje - sprzedaz wiązana...) by było jak w tytule.... Zdjęcia można obejrzeć TUTAJ

poniedziałek, 20 listopad 2006

BESKIDEK

Zdjęcia kocurka Beskidka, zrobione między 26.02.2006 a 15.11.2006, ułożone w porządku alfabetycznym. Tak po prawdzie to nazwałem go Beskid...ale skoro jest ciągle taki malutki na zdjęciach..



Beskid urodził się w Bieszczadach, w schronisku "Cicha-Woda" w Zubraczem koło Cisnej, dokładnie 23-go lutego. Pierwsze dwa zdjęcia są więc zrobione tuż po narodzinach. Szarka w miocie urodziła trzy kociaki: dwa szaro-biale ( kocurka i kotke ) oraz jednego czarno-białego (Beskidka)...łatwo więc go można na zdjęciu dostrzec.

Ojcem Beskidka jest duży, wstrętny kocur, którego już nieraz goniłem z terenu schroniska. Jego ulubionym zajęciem było skakanie ludziom znienacka na plecy, gdy w nocy robiło się obchód schroniska. Nic dziwnego, że z tego powodu był "ulubieńcem" wszystkich. Matka Beskidka, Szarusia, była 6-letnią stała mieszkanką Cichej-Wody. Niestety, w maju 2006 została najprawdopodobniej ukąszona przez żmije i zmarła.

Bezimienny brat Beskidka padł ofiarą animozji psio-kocich na terenie schroniska jeszcze jak był malutki, za to jego troche dystroficzna siostrzyczka wiedzie spokojny i szczęśliwy żywot jako Szarotka w Zyrardowie pod czujnym okiem Edyty...

Zdjęcia można obejrzeć klikając TUTAJ

niedziela, 19 listopad 2006

danawskie erotumaństwo

Ale po kolei. Co to ten Gandharwa i kto to ten Danawa czy może kim są gandharwowie i danawowie? To istoty z mitologii wedyjskiej z pogranicza strefy niebiańskiej i ziemskiej, mówiąc po ludzku mogli sobie odwiedzać ziemie lub przebywać z bogami wg (prawie) własnego widzi-mi-się. Gandharwowie byli takimi wedyjskimi elfami, którzy mieli sprawiać zmysłowe przyjemności bogom i ludziom. Danawowie podobnie, z tym że służyli bóstwom ciemniejszym, byli przez to bardziej zlośliwi, niedobrzy, prowokacyjni...

( grafika ściągnieta z www.tantra-fr.com)

No jak to, ktoś zakrzyknie, więc dlaczego nie będzie nic o seksie? Przecież powyżej stoi jak byk: "sprawiać zmysłowe przyjemności" ?!
To prawda, lecz pisarze wedyjscy pod tym pojęciem mieli na myśli taniec i śpiew a nie postmodernistyczny hedonizm (czyt. erotumaństwo)...

W dodatku jak wiecie ( wiecie? ), danawa papla o seksie ciągle i przy każdej okazji.

W dodatku jak niewiecie ( mam nadzieje, że nie wiecie i się nie dowiecie :-P ) już w sieci jest specjalny fotoblog, gdzie danawsko-gandharwowskiego promiskuizmu aż nadto. Aż zanadto

SZUKAJCIE, A ZNAJDZIECIE...powiada Pismo (Ewangelia wg św. Mateusza 7,7)

poniedziałek, 30 październik 2006

Opolszczyzna

Tak to często bywa, że przebywając w rodzinnym mieście nie ma się prawie żadnych zdjęc z niego, a z odległych krain i owszem.

Nawet nie wiecie ile czasu mnie kosztowało by znaleźć cokolwiek sensownego, znalazłem to co poniżej, może niewiele ale są to jak narazie jedyne zdjęcia robione nowym sprzętem.




Zdjęcia można obejrzeć klikając TUTAJ

sobota, 14 październik 2006

Wyprawa do Asyi

Moja chrześnica Asya ( na zdjęciu ) miała 16 października urodziny. Dobra okazja, by zły i niedobry ojciec chrzestny odwiedził wreszcie "córeczkę", która zdążyła mnie prawie zapomnieć. Niedlugo jade ponownie, sprawdzić czy wiązanie na kokardkę, jak uczyłem, zostało opanowane :-))



W drodze do dalekiego Düsseldorfu miałem troche przygód, m.in. po raz pierwszy zetknąłem się boleśnie z pluskwami, co ciekawe nie w Polsce lub na wschodzie Europy a....w niemieckim hotelu w Rothenburgu.

Zdjęcia można obejrzeć klikając TUTAJ (fotki.at.gg)

poniedziałek, 19 czerwiec 2006

Bieszczady MIX

Kiedyś, dawno temu miałem przyjemność wziąć częściową odpowiedzialność za schronisko (gospodarstwo agroturystyczne) "Cicha-Woda" w Bieszczadach. Mając chwile czasu narobiłem mnóstwo zdjęć, pokazanie ich wszystkich rozsadziłoby ramy servera. Dlatego pozwoliłem sobie dokonać subiektywnego wyboru i zmieścić każdą z czterech pór roku w mniej wiecej 10 zdjęciach. Mam nadzieję, że natura mi to wybaczy...Zdjęcia prawie bez wyjatku z lat 2005-2006.



Zdjęcia można obejrzeć klikając TUTAJ

niedziela, 20 listopad 2005

Mierzeja

Zdjęcia znad Bałtyku. Zimowa plaża może nie zachęca do wylegiwania się, za to można biegając z aparatem uchwycić kilka chwil...




Zdjęcia można obejrzeć klikając TUTAJ